All Posts By

Emily

Idealna książka na Wielki Post nie istnie…

Byłam bardzo młodą dziewczyną, gdy pewnego razu mój świat się skończył. Życie zadało mi ranę, która wydawała się być jedną z tych, która nie zagoiwszy się, może prowadzić jedynie do powolnego wykrwawiania. Traf sprawił, że ten mój koniec świata przypadł na początek Wielkiego Postu, a ja postanowiłam „sobie umierać” na drogach krzyżowych w Mariackim, w Krakowie. Chyba nigdy z taką pasją, jak wtedy, nie śpiewałam „Któryś za nas cierpiał rany”. Nadal mam w sobie obraz siebie z tamtych lat. Wpatrzona w średniowieczny krucyfiks, nie myślę już o niczym, tylko jestem i zmagam się z łamiącym się głosem.

Pustynia codzienności

Wychodzenie na pustynie w chrześcijaństwie kojarzy się z wyciszeniem, odosobnieniem i ascezą. Chociaż te elementy są wymagające, na pewno znajdą się tacy, którzy noszą w sobie pragnienie, aby w końcu zostawić to wszystko, co zabiera nam uwagę na co dzień i uciec daleko, jak najdalej.

Świat, który poszedł o dwa kroki za daleko i dlaczego najwyższy czas zawrócić. Tylko jak?

kolaż ze zdjęć z Pinterest

Żegnaj brainrot (zgnilizno mózgu), Dlaczego posiadanie analogowej torby jest kluczem do zmniejszenia głupiego scrollowania. Tak brzmiał nagłówek listopadowego artykułu z Cosmo, portalu, którego w pierwszej chwili trudno byłoby posądzić o zachęcanie do cichego i prostego życia. Jeżeli na łamach miejsca z pierwszego nurtu pojawiają się takie trendy, to znaczy, że coś musi być na rzeczy. Prawda?

Czy w niebie jest wi-fi?

Postanowiłam zebrać się na odwagę i wziąć pod lupę na blogu, aplikacje do modlitwy. Na ile są one pomocne, a na ile odciągają niektórych z nas od Pana Boga? Od razu napiszę, że nie mam jednej, uniwersalnej odpowiedzi. Nie śmiałabym jej szukać w tak delikatnym temacie. Chciałabym tylko przedstawić argumenty za i przeciw, aby każdy mógł sam rozważyć w swoim sercu, czy korzystanie z takiej formy rozwoju duchowego przyniesie mu więcej pożytku czy szkody.

Cyfrowy Bestiariusz. Czyli co smartfon robi z naszymi relacjami?

Wiemy, że w grocie na Wawelu raczej nie mieszkał żaden smok, a cudowne rogi jednorożców, były tak naprawdę długimi kłami narwala, które były zbierane przez Wikingów i sprzedawane za niebotyczne sumy. Uśmiechamy się na myśl, w co to nie wierzyli i wierzyli nasi pra, pra przodkowie. Czasami mam wrażenie, że wręcz zachłystujemy się naszą mądrością czasów i nawet nie zauważamy, jak sami, niekiedy, wierzymy we współczesną, cyfrową mitologię. Co gorsze, te wszystkie stwory, nie czają się wcale na nas w lesie czy mokradłach, ale są one obecne w nas samych. Nasza naiwność, brak refleksji nad swoim zachowaniem i brak pokory, stworzyło niejedno „dziwne stworzenie”, które psuje nasze ludzkie relacje. Niczym wodne rusałki, telefony rzuciły na nas urok.

Uzależnieni współwinni.

Jestem w trakcie edycji tekstu. Starannie dobieram słowa, aby przebić się przez niekończący się strumień mi podobnych, innych twórców na instagramie. Staram się nadać hasłu emocjonalno-zaczepny ton. Czysty marketing. Cel uświęca środki. Jednak od czasu do czasu, zastanawiam się, czy to co robię, jest w porządku.

Aitana Lopez, chwilowy kaprys czy początek końca influencerów?

Jej ostatnia relacja na instagramie przedstawia kolacje w restauracji, kubek z zieloną herbatą w białej pościeli i odpoczynek w fotelu. Obrazki, jakich wiele i do których użytkownicy instagrama są bardzo przyzwyczajeni.

Aitana Lopez ma 25 lat, żyje w Barcelonie i na pierwszy rzut oka, jest jedną z tysiąca influencerek, ktorych konta przesuwają się przed oczami scrollujących kobiet. Jednak Aitana jest wyjątkowa i różni się od innych modelek tym, że …nie istnieje.