
Wychodzenie na pustynie w chrześcijaństwie kojarzy się z wyciszeniem, odosobnieniem i ascezą. Chociaż te elementy są wymagające, na pewno znajdą się tacy, którzy noszą w sobie pragnienie, aby w końcu zostawić to wszystko, co zabiera nam uwagę na co dzień i uciec daleko, jak najdalej.
Tylko jak? Przecież dla większości z nas, szczególnie świeckich, taka forma ucieczki od świata jest zupełnie niemożliwa. Nasze zobowiązania i odpowiedzialność za podjęte decyzje, potrafią przykuć nas do kuchennego blatu, biurka z komputerem albo pozbawić zewnętrznej ciszy tak bardzo, że niektóre z nas muszą zaopatrywać się w słuchawki wyciszające (true story). Można jechać na trzydniowe, pięciodniowe rekolekcje, ale nawet i na to nie każdy może sobie pozwolić. Sa takie etapy w życiu, że ta pustynia jest odległym obrazem. Mamy czasami aż nadto wody, cienia i jedzenia, a naszą fantasmagorią jest pustka i cisza. Nigdzie z tego naszego miejsca życia nie uciekniemy.
Tylko że prawdziwa pustynia to nie jest ucieczka. Pustynia to trud. Jeżeli popatrzymy na to w ten sposób, to naraz okaże się, że możemy ją znaleźć wszędzie, niezależnie od okoliczności. Każda i każdy z nas, może przeżyć ten Wielki Post w ciszy, odosobnieniu i ascezie, nie zmieniając zewnętrznego anturażu. Co lepsze, nawet nikomu o tych naszych postanowieniach nie mówiąc.
Cisza może być decyzją o przyjmowaniu mniejszej ilości informacji, ograniczeniu oglądania seriali czy filmów. Cisza to dokonywaniu wyboru, co będę robić wieczorem albo w wolnych chwilach. Czy wybiorę książkę, czy scrollowanie telefonu. Cisza to również milczenie wtedy, kiedy bardzo chcielibyśmy coś powiedzieć, a nie jest to potrzebne. Cisza to w końcu postawienie na wdzięczność, zamiast hałasu narzekania.
Odosobnienie czy samotność może przybrać formę zgody na niezrozumienie przez innych. To zaproszenie Boga do tych wszystkich miejsc, które są naszą smutną samotnością, zawodem i frustracją. Odosobnienie to pamięć o przemijalności i o tym, że tak naprawdę każdy umiera tylko z Bogiem. Samotność to skupianie się na bólu drugiego, zamiast swoim.
I w końcu asceza. Nie trzeba wcale wymyślać sobie specjalnych ćwiczeń, jak to np. robili przed wiekami Ojcowie Pustyni. Nikt z nas nie musi stać na słupie, jak Św. Szymon, czy trzymać kamyk w ustach aby nauczyć się milczenia. Współczesne wyrzeczenie nie potrzebuje ekstremum. Asceza to może być rezygnacja z tego, co lubimy a nie jest konieczne. Asceza w dzisiejszym świecie to postawienie niedosytu nad przesytem. Wszak samo ograniczanie się, dla samego ograniczania, nic nam nie da. Chodzi o to, aby to wszystko nad czym będziemy pracować wzbudziło w nas realny głód Boga.
Bez tego głodu nasza pustynie będzie tylko wielką piaskownicą, a nie miejscem przemiany.

No Comments