Wychodzenie na pustynie w chrześcijaństwie kojarzy się z wyciszeniem, odosobnieniem i ascezą. Chociaż te elementy są wymagające, na pewno znajdą się tacy, którzy noszą w sobie pragnienie, aby w końcu zostawić to wszystko, co zabiera nam uwagę na co dzień i uciec daleko, jak najdalej.
Żegnaj brainrot (zgnilizno mózgu), Dlaczego posiadanie analogowej torby jest kluczem do zmniejszenia głupiego scrollowania.Tak brzmiał nagłówek listopadowego artykułu z Cosmo, portalu, którego w pierwszej chwili trudno byłoby posądzić o zachęcanie do cichego i prostego życia. Jeżeli na łamach miejsca z pierwszego nurtu pojawiają się takie trendy, to znaczy, że coś musi być na rzeczy. Prawda?
Banalne pytanie? Być może, ale pozwolę sobie wytłumaczyć, skąd takie pragnienie we mnie było i jakie miałam motywacje, aby podsumować w wersji papierowej dekadę interesowania się umiarem. Można, nie ukrywam, potraktować również ten wpis jako mini reklamę książki.
Są jeszcze tacy, którzy o smartfonie przypomną sobie wtedy, kiedy ktoś zadzwoni albo będą musieli zapłacić Blikiem. Są, ale jest ich niewielu, a ja się do nich zdecydowanie nie zaliczam.
Postanowiłam zebrać się na odwagę i wziąć pod lupę na blogu, aplikacje do modlitwy. Na ile są one pomocne, a na ile odciągają niektórych z nas od Pana Boga? Od razu napiszę, że nie mam jednej, uniwersalnej odpowiedzi. Nie śmiałabym jej szukać w tak delikatnym temacie. Chciałabym tylko przedstawić argumenty za i przeciw, aby każdy mógł sam rozważyć w swoim sercu, czy korzystanie z takiej formy rozwoju duchowego przyniesie mu więcej pożytku czy szkody.
Wiemy, że w grocie na Wawelu raczej nie mieszkał żaden smok, a cudowne rogi jednorożców, były tak naprawdę długimi kłami narwala, które były zbierane przez Wikingów i sprzedawane za niebotyczne sumy. Uśmiechamy się na myśl, w co to nie wierzyli i wierzyli nasi pra, pra przodkowie. Czasami mam wrażenie, że wręcz zachłystujemy się naszą mądrością czasów i nawet nie zauważamy, jak sami, niekiedy, wierzymy we współczesną, cyfrową mitologię. Co gorsze, te wszystkie stwory, nie czają się wcale na nas w lesie czy mokradłach, ale są one obecne w nas samych. Nasza naiwność, brak refleksji nad swoim zachowaniem i brak pokory, stworzyło niejedno „dziwne stworzenie”, które psuje nasze ludzkie relacje. Niczym wodne rusałki, telefony rzuciły na nas urok.
Algorytm instagrama znowu się zmienił. Niby nikogo to już nie dziwi. Chleb powszedni życia w sieci. Te zmiany głównie interesują twórców, ale moim zdaniem, w tym roku, każdy użytkownik powinien się nad nimi zatrzymać i zadać sobie pytanie: Czy nam to na pewno pasuje?
Jestem w trakcie edycji tekstu. Starannie dobieram słowa, aby przebić się przez niekończący się strumień mi podobnych, innych twórców na instagramie. Staram się nadać hasłu emocjonalno-zaczepny ton. Czysty marketing. Cel uświęca środki. Jednak od czasu do czasu, zastanawiam się, czy to co robię, jest w porządku.
Jej ostatnia relacja na instagramie przedstawia kolacje w restauracji, kubek z zieloną herbatą w białej pościeli i odpoczynek w fotelu. Obrazki, jakich wiele i do których użytkownicy instagrama są bardzo przyzwyczajeni.
Aitana Lopez ma 25 lat, żyje w Barcelonie i na pierwszy rzut oka, jest jedną z tysiąca influencerek, ktorych konta przesuwają się przed oczami scrollujących kobiet. Jednak Aitana jest wyjątkowa i różni się od innych modelek tym, że …nie istnieje.